18.05.2010 19:06:35 - Publicystyka Autor: jacek
Gdzie Ci mężczyźni?
Jak to było w tym przysłowiu? Ano tak, że prawdziwego faceta poznajemy po tym jak kończy, nie jak zaczyna. Jak powszechnie wiadomo każdy chłop ma jaja – mniejsze czy większe, ale bez nich dupa blada – żeby coś osiągnąć w naszej kochanej Ekstraklasie, trzeba po prostu je mieć!
„ Gdzie Ci mężczyźni? ” wzdychała niegdyś przed laty pani Danuta Rinn. Otóż pani Danutko – jeśli dalej potrzebni są faceci zapraszam do Ekstraklasy!
Zacznijmy od zdefiniowania osoby „faceta” w kontekście piłkarskim. Otóż owy mężczyzna jest osobą, która więcej robi niż mówi, a nawet jeśli z jego ust padają słowa, to są one później poparte odpowiednimi czynami. Jest to człowiek, który umie postawić przed sobą wyzwanie, a później je zrealizować, nie akceptując wymówek.
Rzućmy okiem na tabelę Ekstraklasy po rundzie jesiennej. Wydawało by się, że tam sytuacja jasna. Wisła Kraków z pięcioma punktami przewagi nad Legią, która będzie mierzyć w „Majstra” do ostatniej kolejki. Trzy punkty mniej ex-aequo Ruch i Lech, który może powalczy o wicelidera, aczkolwiek jest to sprawa bardzo wątpliwa, gdyż bardziej powinien się bać o utrzymanie aktualnej pozycji w perspektywie ataków Chorzowian i Bełchatowian, niż o podwyższenie lokaty. Dół tabeli? Tu jeszcze mogło zdarzyć się wszystko. Najpoważniejszymi kandydatami do spadku dość nieoczekiwanie stali się Poloniści wraz z Zagłębiem, które miało podzielić los Górnika z poprzedniego sezonu oraz Wodzisławiem.
Więc gdzie pani Danuta powinna szukać facetów? Cel – Poznań! Osiem punktów straty do Wisły Kraków, która wydawała się być bezdyskusyjnym faworytem do tytułu mistrza wydawało się być mrzonką. Nierówna forma Lechitów wobec pewnej i spokojnej grze Wiślaków nie wróżyła sukcesów. Jednak czas pokazał, że nawet Wisła (tak, ta Wisła, której na krajowym podwórku nie da się pokonać!) przechodzi chwile słabości. To co wydawało się utopią przed wznowieniem stało się zupełnie możliwym wyzwaniem., bowiem po dwóch kolejkach po restarcie progresywnie powiększana przewaga Wisły z ośmiu, stopniała tylko do dwóch punktów. W efekcie koniec sezonu przyniósł nam emocjonujący finisz, z którego zwycięsko wyszli Poznaniacy. Nieważne w jakim stylu – kto to będzie pamiętał? Majster jest Majster!
Przyszła kolej na kolejny punkt na szlaku naszej wędrówki w poszukiwaniu prawdziwych mężczyzn. Podróż nie będzie krótka, wyniesie ona ponad 300 kilometrów. Wszystkie kluby Ekstraklasy wyrażały lęk, gdy przyszło im tam jechać. I to nie dlatego, że, jak już wspomniałem trasa jest zbyt długa, czy też stan naszych jezdni pozostawia wiele do życzenia. Mianowicie dlatego, że stadion przy Cichej w Chorzowie stał się swoistą twierdzą! Zwykli, spokojni chłopcy, reprezentujący „Niebieskich”, po wejściu na murawę stawali się wojownikami i bronili swego zamku na każdy możliwy im sposób. Nie bez kozery Ruch na swoim stadionie przegrał tylko dwa mecze – i to nie z byle kim, gdyż pogromcami Chorzowian byli Wiślacy oraz Lechici. Z pewnością te klęski możemy im wybaczyć!
Dlaczego „Niebiescy” zasługują na miano facetów z jajami? Przed sezonem oczekiwania w stosunku do tego klubu nie były zbyt wielkie. Mówiono, że sporym sukcesem będzie środek tabeli. Każde miejsce premiowane utrzymaniem w lidze było wypełnieniem planu – minimum. Oprócz sprowadzonego latem Niedzielana, w Ruchu nie było żadnego piłkarza, który teoretycznie mógł zostać gwiazdą Ekstraklasy. A teraz? Sobiech, Sadlok czy Brzyski (który w Chorzowie grał tylko w pierwszej rundzie sezonu) są już piłkarzami reprezentacyjnymi. Wielu innych do tego miana aspiruje – choćby Janoszka, który już jest jednym z ogniw młodzieżowej reprezentacji. Wracając do tematu – zespół usytuowany na Cichej po prostu wszystkich zaskoczył! Nas, jako kibiców, inne zespoły z ligi, jako rywali, ale przede wszystkich samych siebie. Trener Fornalik sam chyba jeszcze nie wierzy, że trzecia pozycja, o której chyba nawet nie śnił, stała się faktem! Czapki z głów!
Kolejnym kursem w naszej wyprawie po Polsce będą Kielce! „Żółto-krwiści” w tym sezonie zwyczajnie... przedobrzyli! I nie ma w tym stwierdzeniu żadnej uszczypliwości. Szóste miejsce miało być podmiotem bitew zespołów, które są pewne utrzymania, ale nie mają większych szans na walkę choćby o Ligę Europejską. Mówiono, że ową batalię stoczą – Lechia, Polonia Bytom, Śląsk Wrocław oraz przy dobrych wiatrach Cracovia. Zobaczmy jak to wyglądało w rzeczywistości – wydawało się, że Lechiści nie oddadzą tej lokaty nikomu. Polonia i Śląsk grały bezbarwnie, do wyścigu o tę pozycję włączyli się nieoczekiwanie piłkarze Jagielloni oraz Zagłębia Lubin. No OK, wszystko gra, ale gdzie tu Korona? No właśnie, w tym rzecz! Jeszcze 3 kolejki temu Kielczanie sensacyjnie wygrywając z Wisłą Kraków nie mogli być pewni tego, że następny sezon znowu spędzą na boiskach najwyższego szczebla krajowych rozgrywek. Kiedy oczy wszystkich sympatyków Ekstraklasy zwrócone były na walkę o tytuł i walkę o utrzymanie, Korona systematycznie wygrywała ważne mecze – z Wisłą, Lechią czy Ruchem. W cieniu batalii o Majstra „Żółto-krwiści” wykonali niesamowitą pracę, nie zwracając na siebie uwagi – postawa iście przyczajonego tygrysa!
Kolejnym miejscem, gdzie samce są faktycznie facetami jest Lubin. Jak już wcześniej wspomniałem, wydawało się, iż „Miedziowi” podzielą los Górnika Zabrze z poprzedniego sezonu – analogiczna sytuacja: klub z wysokimi aspiracjami, klasowym trenerem z uznaną krajową marką, niczego sobie piłkarzami, profesjonalnym stadionem oraz poważnym inwestorem. Niby wszystko jest. Oprócz miejsca w tabeli – 15 lokata nikogo w Lubinie nie satysfakcjonowała. Wkrótce Zagłębie opuścił trener – Franciszek Smuda. Był na tyle dobry, aby poprowadzić kadrę na najważniejszą imprezę w historii polskiego futbolu – Euro 2012, ale nie na tyle dobry, by „Miedziowi” opuścili strefę spadkową – ciekawy paradoks. Gdy odchodził obiecał mediom, że Zagłębie Lubin pozostanie w Ekstraklasie. Wypowiedź ta była jednak mało wiarygodna, zażywszy na ówczesną dyspozycję klubu. Posadę trenera zajął wieloletni asystent Franza – Marek Bajor, który nie miał nawet odpowiednich papierów na trenera. I tu właśnie mamy próbkę jaj rodem z Dolnego Śląska. Stary trener naraża swój autorytet dla wydawało by się mało istotnej i abstrakcyjnej wypowiedzi. Działacze ryzykują utrzymanie w lidze posyłając do boju selekcjonera, który samodzielnie nigdy wcześniej nie trenował. Nowy trener, co prawda kontynuuje politykę klubową poprzednika, jednak nie boi się podjąć własnych decyzji – mowa o Micanskim, który podstawowym piłkarzem stał się dopiero w połowie sezonu, ale nie przeszkodziło mu to w strzeleniu prawie tylu goli co lider klasyfikacji Króla Strzelców – Robert Lewandowski. Zagłębie ostatecznie – 10 miejsce w lidze. Brawo, brawo, brawo!
Podsumowując, okres przerwy letniej będzie dla wielu piłkarzy, trenerów, działaczy chwilą, w której zostaną zmuszeni do poważnego zastanowienia się nad swoją męskością. Oby tylko nie zadziałało to w drugą stronę – europejskie puchary to nie rozgrywki dla impotentów!
Jakub Białek
Jakub Białek