Trwające ponad dwa lata pasmo porażek i remisów na wyjeździe Jagiellonii Białystok wreszcie zostało przerwane! „Pszczólki” przełamały swoją niemoc dzisiaj we Wrocławiu pokonując Śląsk 2:1.
Piłkarze „Jagi” mocno wzięli sobie do serca słowa trenera Michała Probierza, który zaapelował o to, by zagrać w swoim stylu futbolem „na tak”. Rzeczywiście tak też się stało, gdyż goście z Białegostoku od pierwszych minut zmusili Śląsk do głębokiej obrony i w niczym nie przypominali drużyny, która w zeszłym tygodniu uległa w Kielcach Koronie. Wysoki pressing przyniósł wymierne efekty. Goście dłużej utrzymywali się przy piłce, a co za tym idzie stwarzali więcej dogodnych sytuacji bramkowych. Pierwsza z nich miała miejsce w 9. minucie gdy Macyon otrzymał świetne podanie od Tomasza Frankowskiego. Brazylijczyk strzelił mocno, ale Marian Kelemen był bardzo czujny w swojej bramce. Chwilę potem uderzeniem z dystansu odpowiedział Sebastian Mila, ale minimalnie niecelnie. W 21. minucie Jagiellonia szybko wyszła z kontrą po błędzie Łukasza Madeja. Maycon stracił jednak piłkę mimo, że na prawej stronie czekał na podanie niepilnowany Frankowski. Minutę później pierwszy strzał w barwach żółto-czerwonych oddał zza szesnastki Rafał Grzyb, ale po raz kolejny na posterunku był Kelemen. Na bramkę kibice musieli czekać do 33. minuty. To właśnie wtedy Jarosław Fojut sfaulował jednego z piłkarzy „Jagi” tuż przed polem karnym. Frankowski i Jarosław Lato długo zwlekali ze wznowieniem stałego fragmentu. „Franek” ostatecznie przechytrzył mur wrocławian, odegrał do Lato, który piekielnie mocnym strzałem wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Fani Śląska domagali się wyrównującego gola, ale podopieczni Ryszarda Tarasiewicza nie potrafili jeszcze przed przerwą zagrozić bramce strzeżonej przez Grzegorza Sandomierskiego, który de facto spisywał się bardzo pewnie między słupkami broniąc strzał m. in. Łukasza Madeja.
Po zmianie stron do odrabiana strat próbowali ruszyć wrocławianie. W 48. minucie po dużym zamieszaniu w polu karnym Jagiellonii aż trzykrotnie gospodarze uderzali, ale nic z tego nie wynikło. Wymierne skutki miał za to rajd Jarosława Laty, który w 51. minucie wywalczył rzut rożny, po którym wspaniale z pierwszej piłki do siatki trafił Remigiusz Jezierski i na tablicy świetlnej widniał już wynik 0:2. Na postawę swoich obrońców wściekł się trener Tarasiewicz, który chętnie wbiegłby na boisko i pokazał jak powinno się grać. Dzisiaj gospodarzom nic nie wychodziło o czym świadczył oddany strzał przez Piotra Celebana po którym futbolówka poszybowała wysoko nad bramką. Na dodatek goście nie zamierzali poprzestać i ograniczać się do zadań defensywnych. W 69. minucie powinni podwyższyć na 3:0 po tym jak twarzą w twarz z Kelemenem stanął Kamil Grosicki. Napastnikowi Jagiellonii udało się minąć bramkarza, ale zlekceważył sytuację i zamiast trafić do bramki, piłka znalazła się w rękach Kelemena, który w ostatniej chwili powrócił na miejsce. Wiarę w wyrwanie chociażby punktu powrócił Piotr Celeban w 77. minucie, który najwyżej wyskoczył do piłki po kornerze i w ten sposób zminimalizował straty. Od tego momentu już do końca meczu nerwowość wkardła się w poczynania gości, którzy jednak zdołali dowieźć do końca korzystny rezultat.
Jagiellonia przerwała fatalną passę 32. spotkań bez wygranej na wyjeździe. Dzisiejsze zwycięstwo podniesie ich na duchu, ale także i w ligowej tabeli. Awans na 11. miejsce to zasługa odważnej i bezkompromisowej gry w dzisiejszym meczu graczy ze stolicy Podlasia.
Śląsk Wrocław – Jagiellonia Białystok 1:2 (0:1)Piotr Celeban 77’ - Jarosław Lato 33’ Remigiusz Jezierski 52’
RAPORT –
kliknij!ZAPIS RELACJI LIVE –
kliknij!Zawodnik meczu według NaszaLiga: Jarosław Lato
Atrakcyjność meczu według NaszaLiga: 6
Źródło: własne